Rozpoczęcie proboszczowania ks. Dziedziaka

Opis słuchowiska

Treść słuchowiska


Rozpoczęcie proboszczowania ks. Dziedziaka

List do Katarzyny Oleksy prawdopodobnie od Marii Wójtowicz. Maria Wójtowicz (1910 – 1941), córka ubogich komorników ze Żmiącej, była przewodniczącą Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Ujanowicach, po Katarzynie Oleksy.

A teraz napiszę Ci parę słów, jakie wygłosił Ks. Proboszcz na pierwszym kazaniu. Najpierw muszę Ci powiedzieć, że spotkała go przykrość duża, a było tak: było wesele z Sechnej, i bardzo się popili u Hojnora i chcieli się bić, a On tam poszedł, wszystko rozpędził, i tam usłyszał jakieś przykre słowo. O, jaki był bardzo smutny na drugi dzień, ale jeszcze urzędowo probostwa nie objął.

Dopiero 4-go września Ks. Prałat z Limanowej oddał mu klucze, a w pierwszy piątek miesiąca miał przed Sercem Jezusa Mszę św. za siebie, a w niedzielę miał kazanie, mniej więcej w Tych słowach:

Najdrożsi w Chrystusie moi Parafianie! 4-go września o dwunastej godzinie w południe świątynia tutejsza była świadkiem wielkiej uroczystości, a której nie widziała 35 lat. Najpierw Ks. Prałat i kilku księży, w środku ja, stanęliśmy na progu kościelnym; tu wśród modlitw pokropił Ks. Prałat Klucze wodą święconą i podał mi do rąk na znak, że ja tu mam rządzić tym kościołem. A potem poszliśmy do wielkiego ołtarza, tu ucałowałem ołtarz na znak zaślubin z parafią i wyrzekłem te słowa: Jezu, Tyś mój a ja Twój. A potem odśpiewaliśmy Te Deum dziękczynne na podziękowanie Bogu za tę wielką łaskę, bo rzeczywiście wielka to jest łaska Boża, bo gdybym Wam chciał opowiedzieć wszystko, to by dużo czasu było. To, że mnie robaki roztoczą, to że moje kości w proch się rozsypią, to, że wyjadę na krańce świata, prędzej bym pomyślał, ale po roku mej nieobecności, że tu znów powrócę, o tym nie myślałem.

Toteż, gdy mi ks. Biskup sufragan składał gratulacje, to wyrzekł te słowa: „Nie składam Ci gratulacji probostwa, ale widocznej Woli Bożej i łaski nieba, bo takiej widocznej woli Bożej pierwszy raz w moim życiu jestem świadkiem”. Wielka łaska, ale też wielka odpowiedzialność mię czeka.

Kiedy składałem przysięgę proboszczowską Ks. Biskupowi, w te do mnie odezwał się słowa: „Oddaję Ci parafię ujanowską, masz tam być pasterzem, 4 tysiące dusz masz zaprowadzić do nieba, żeby kiedyś na strasznym sądzie Boskim żadna nie przepadła”. Gdyby za mojego pasterzowania większa połowa dusz poszła na potępienie, to i ja na pewno byłbym potępiony. Straszne słowa, a jednak prawdziwe. Nie!, tak być nie może.

A wiec po cóż zostałem księdzem!, na cóż wyrzekłem się wszystkich przyjemności i uciech światowych. Modliłem się nieraz o to, bym mógł tu kiedyś powrócić i pracować. A kiedy mnie już Biskup przeznaczył, chętnie bym ustąpił, gdyby to było jeszcze możliwe. Taki straszny lęk mię ogarnął, czy ja temu wszystkiemu podołam? Wiem, że z niejednego przyjaciela zrobię sobie wroga. Jednak niczego się nie ulęknę. Wiary i moralności bronił będę, ile mi sił stanie, nie ulęknę się nawet kuli, choćby mi groziła. I dał mi Pan Bóg dziwnie upartą naturę, może przedwcześnie stargam moje siły, ale i na to zważał nie będę. W tych sześciu miesiącach dużo się zmieniło, już wilki drapieżne zaczynają się wkradać do owczarni Chrystusowej. Nie myślcie tego, żeby mię mogły ludzkie języki stąd wydalić, to się nie stanie, bo już dało mi się słyszeć takie: „niech on się tylko tak rozejrzy, to wnet wyjedzie”, niech sobie tak mówią. Przełożyć mnie może tylko wola Boża i wola Biskupa.

Tak by się przedstawiała sprawa z jednej strony, ale z drugiej znowu tak źle nie jest. Najpierw obowiązany się czuję podziękować Wam wszystkim za Wasze modlitwy, za ofiarę znaczną w takim ciężkim czasie. Przyznam się Wam, że bardzo się cieszyłem, że rozumieliśmy się, że oceniliście mą pracę, że chcecie mię mieć między sobą. Bo dziwne losy moje związały się z tutejszą parafią.

Od samej młodości miałem szczególniejsze nabożeństwo do Matki Najświętszej i do św. Michała Archanioła, i toteż pod Jego opieką zostaję. Gdym odprawiał pierwszą Mszę św. jako proboszcz za siebie przed Sercem Jezusowym, to zrozumiałem, że Was wszystkich mam zaprowadzić do Jego Boskiego Serca. Ale o własnych siłach nic bym nie potrafił, gdybym się nie oparł o Serce Jezusowe. Toteż mając takich opiekunów: Matkę Najświętszą, św. Michała i innych Patronów, otucha wstępuje do mego serca, że pod ich opieką zostając , wszyscy, jak tu jesteśmy, złączymy się u stóp Królowej w niebie.

Napisałam Ci parę tylko słów. Nie myśl, żeby to było całe kazanie. Ho! Ho!, trzeba by to było mieć głowę, ale nie taką, jak moja, więc musi chyba wystarczyć.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *