Nowenna ku czci św. Stanisława Kostki – Dzień 4
W czwartym dniu słuchowiska ks. Dziedziak ukazuje św. Stanisława jako młodzieńca mężnego, który nie szedł drogą łatwą, lecz przez wytrwałą walkę z pokusami, światem i własną słabością doszedł do świętości. Usłyszymy też mocne napomnienie, że niebo nie przychodzi „za darmo” – trzeba nad sobą pracować, przezwyciężać siebie i z pomocą Bożą codziennie wybierać dobro.
Treść słuchowiska
„Święty Stanisław pokazuje nam drogę do nieba”
Słuchowisko opracowane na podstawie kazań ks. Bernardyna Dziedziaka wygłoszonych w listopadzie 1926 roku do chłopców wiejskich pozaszkolnych, stowarzyszonych i niestowarzyszonych w parafii Ujanowice oraz miesięcznika Młodego Polaka okólnika Związku Młodzieży Polskiej Męskiej wydawanego w latach 1922 – 1939 w Tarnowie.

Ksiądz prałat Bernardyn Dziedziak
Ówcześnie wikarisz parafii pw. św. Michała Archanioła w Ujanowicach.
Dzień IV – Św. Stanisław pracuje nad sobą – walczy z wrogami wytrwale i zwycięża
1. Ludzie powszechnie myślą, że Świętemu w życiu to wszystko szło gładko i łatwo – i ta świętość ich nie wiele kosztowała. – Bóg sam za nich robił. Gdyby to było prawdą, toby Świętych było tylu, co ludzi na świecie. Każdy Święty napracował się dosyć. – I nasz święty Patron łatwo poznał swój cel na ziemi i postanowił ten cel osiągnąć; nie myślmy jednak, że mu to łatwo szło, oj pełne trudu i pracy prowadził życie św. Stanisław.
Szatan, źli ludzie i wrodzone złe skłonności robiły swoje – już od dzieciństwa przykład kolegów; a w Wiedniu nauczyciel nie dba, ciągnie do hulaszczego życia, brat Paweł się wprost znęca; otoczenie całe, syn magnata, dwór jego wesoły, co tu ponęt do świata! I temu wszystkiemu wypowiada Stanisław walkę, bo miał przed sobą wyznaczony sobie cel i z największym wysiłkiem pokonując trudności zdąża do celu. Wiedział Stanisław, że sam ze siebie świętym się nie zrobi, ale do tego trzeba się zabrać, więc walczy z wrogami, z leniwą naturą, ze skłonnościami, umartwia ciało, walczy, opiera się złym ludziom, toteż i szatan musi mu ulec. Walczy w rodzinnym domu, walczy w Wiedniu, w drodze do Rzymu, walczy w Zakonie do śmierci – i to go ratuje, zwycięża wszystkich dla Boga, Bóg za nim! I Świętym został.


2. A my? Celu naszego nie mamy przed nami – planu życia dobrego też nie, jeśli coś dobrego zrobimy w życiu, to jest to bez zastanowienia, bezplanowo, ot przypadkiem, albo raczej ze zwyczaju, ale bez przekonania, że ja muszę dobrze czynić. Tak „po baraniemu” „baran za baranem”. Jaka chętka na nas przychodzi, taką spełniamy, dobra to dobrze czynimy, zła to złe – jest niedziela, to trzeba iść do kościoła, dokuczy mi kto – to go zbiję, złym to klnę, koło figury idę, to ruszę czapką na głowie, koło sadu to biorę drugiemu owoce, – ciągnie mnie kolega na noc, to wlokę, choć matka płacze – kusi djabeł, to się robi i t. p. A zapytać takiego, to zaraz bez namysłu odpowie, że chce iść do nieba, a tu… za co?! Dziwna bezmyślność! W życiu duchowem sądzimy, że się wszystko samo zrobi – wystarczy wiedzieć, że trzeba być w życiu dobrym, to się nim zostanie samo przez się, bez przyłożenia do tego, można dogadzać sobie do woli, używać, a i tak będziemy świętymi; można robić, co się podoba, a i tak P. Bóg nas jakoś weźmie do nieba – tak ludzie sądzą praktycznie!
I tu się fatalnie mylą, bo w sprawach duszy zbawienia, jest ta sama miara rozumna, co i w sprawach doczesnych. Jak ten, co chce być szewcem, musi się dosyć namozolić, przyłożyć do nauki i robić a dopiero wtedy może być szewcem, kowal musi się dobrze przyłożyć, żeby był kowalem, tak samo i ten, kto chce być dobrym, kto chce się zbawić, musi się przyłożyć do pracy nad sobą, musi zacząć walkę ze swemi złemi skłonnościami i z wrogami zbawienia, musi się przezwyciężać, dopiero wtedy, przy pomocy bożej, może być dobrym i oczekiwać nieba. – Nie sztuką byłoby być świętym, gdyby wszyscy koło nas skakali; będą same trudności i przeszkody, a trzeba je zwalczyć i to jest prawdziwą zasługą.
3. Toteż wielu się myli w tem i wielu celu swego zbawienia nie osiąga, bezmyślnie żyje a z myślą rozpaczliwą kończy. Bracie drogi, chyba nie chcesz być takim nierozumnym, chyba widzisz, że za darmo nie będzie nieba, że nieba nie wygrasz, ani nie wyleżysz na pierzynie, ale niebo trzeba zarobić przez walkę z wrogami i ze sobą. – Dwu masz wrogów obcych: 1. szatan, 2. świat, a 3-ci toś ty sam sobie wróg, twoje ciało ze złemi popędami. Jeśli chcesz się zbawić, to musisz z nimi walczyć, a jak sądzisz? Z którym z tych wrogów najtrudniej sprawa idzie? który najsilniejszy? Powiesz pewnie: szatan. Nie! Bo szatana możesz jednem westchnieniem do Boga odpędzić. Największym twym wrogiem toś ty sam, to twoje ciało – bo chcąc nawet szatana odpędzić, już musisz stoczyć bój ze sobą i przełamać swoje lenistwo do tego.
Z sobą zacznij walkę i nie bój się. – Bo wielu boi się tego trudu i tchórzy i ginie. Młodzieńcze, niech cię zawstydzą kobiety – żebyś ty wiedział, ile kobiety w życiu ścierpieć muszą, ile się poświęcić i nie wstyd ci? A przecież cnota „męstwo” nie pochodzi od wyrazu „kobieta”, lecz od wyrazu „mężczyzna” – widać dawniej mężczyźni inni byli od was. – Ej, i my dziś mielibyśmy służyć namiętnościom i podłymi być i zginąć? Zastanów się! Popatrzno, oto twój wzór, św. Stanisław, jak walczy i zwycięża, idź w jego ślady, nie bój się, a Bóg ci pomoże i święty Patron uprosi zwycięstwo. – Dziś jeszcze zacznij.
Amen.

