Nowenna ku czci św. Stanisława Kostki – Dzień 6
W szóstym dniu słuchowiska ks. Bernardyn Dziedziak ukazuje św. Stanisława Kostkę jako młodzieńca modlitwy – wiernego, gorliwego i całkowicie zwróconego ku Bogu w każdej chwili dnia. Usłyszymy, że to właśnie modlitwa była jego siłą w walce duchowej i drogą do świętości, a zarazem mocne upomnienie, by porzucić modlitwę zimną i niedbałą na rzecz modlitwy żywej, pokornej i wytrwałej.
Treść słuchowiska
„Święty Stanisław pokazuje nam drogę do nieba”
Słuchowisko opracowane na podstawie kazań ks. Bernardyna Dziedziaka wygłoszonych w listopadzie 1926 roku do chłopców wiejskich pozaszkolnych, stowarzyszonych i niestowarzyszonych w parafii Ujanowice oraz miesięcznika Młodego Polaka okólnika Związku Młodzieży Polskiej Męskiej wydawanego w latach 1922 – 1939 w Tarnowie.

Ksiądz prałat Bernardyn Dziedziak
Ówcześnie wikarisz parafii pw. św. Michała Archanioła w Ujanowicach.
Dzień VI – Św. Stanisław Kostka wzorem ducha modlitwy
1. Mówiliśmy dotąd, co uczynił dla swego zbawienia św. Stanisław Kostka sam – że poznał dobrze na co jest na ziemi, że zaczął pracować nad sobą naprawdę, by ten cel koniecznie osiągnąć a najwięcej poświęcił pracy nad czystością, bo to pomogło mu w czem innem się opanować. – Ale Święty zrozumiał, że sam sobie rady nie da, że człowiek bez Boga nic dobrego uczynić nie może, że musi prosić Boga o pomoc – więc modlił się nasz Święty w życiu swem dużo. Modlił się od pierwszych chwil używania rozumu – potem w Wiedniu bardzo wiele, a w klasztorze żył modlitwą. W modlitwie wpadał nieraz w zachwyty. Bywało, że w Wiedniu, gdy służba szła po niego do kościoła (a wiedzieli dobrze, że gdy go nie było w domu, ani w szkole to był napewno w kościele) to się go bali poruszyć w modlitwie owszem sami obok klęknąwszy modlili się aż Święty skończył sam. Znał tylko we Wiedniu 2 drogi – do kościoła i do szkoły. – Ten żar modlitwy udzielał się i jego ciału; bywało, że musiał nieraz mokrym ręcznikiem okładać swe ciało, od ognia modlitwy. Nie jest to przesada – tylko wynika to z natury człowieka, że duch nasz wpływa na nasze ciało, wszak i my nieraz takie rzeczy w życiu przechodzimy; czyśmy się nigdy ze strachu nie spocili? Święty się od modlitwy pocił i palił.


Udzielił się żar i kolegom; koledzy chcieli przy nim być jak najbliżej w kościele, to się lepiej mogli modlić. I ta modlitwa była nie tylko czasem ale zawsze – w dzień – nieraz nawet w nocy wstawał i trwał w modlitwie i wytrwale to czynił z potrzeby ducha – choć go brat za to kopał i bił, nie odstraszył się od modlitwy. Nie wiem, czy był drugi Święty, coby się tyle w całem swem życiu modlił i z takim gorącem nabożeństwem jak św. Stanisław.
Wstaje – modli się, w dzień przy każdej czynności modli się, wieczór modli się, w nocy modli się. Zrozumiał dobrze i wykonał polecenie Zbawiciela: „Trzeba się zawsze modlić, a nigdy nie ustawać” i św. Pawła: „czy jecie, czy pijecie”… Każde zajęcie wśród dnia było u św. Stanisława modlitwą.
2. To też stąd miał tę moc ducha, którą podziwiamy w tak młodym wieku. Modlitwa była mu skrzydłami, na których do Boga leciał, była mu ogniem, co go rozpalał, codziennym pokarmem, którym żył, pokrzepieniem we wszelkich ciężkościach i jego przeistoczeniem – modlitwa go przerobiła, bo jak widzieliśmy, jego modlitwa nie była taka nudna, nie była mu udręką, pod przymusem tylko, ale rwał się do niej, jak dziecko do matki. A czemu taką wagę przyłożył do modlitwy? Bo wiedział, że z modlitwy jest siła, pokrzepienie ducha, czem pokarm dla ciała, tem dla duszy modlitwa, pokarm przerabia nasze ciało powoli – i modlitwa nas przerabia na duszy.
Zaznaczył to i sam P. Jezus w życiu, bo gdy na górze Tabor miał się przemienić to zaczął się modlić – i w tej modlitwie się przemienia, jakby to był skutek modlitwy – więc każdy kto chce wytrwać w łasce bożej, to się musi modlić, porzuci modlitwę, to przepadł – „kto się modli to się zbawi, kto się nie modli to się potępi” wołał ciągle św. Alfon Liguori.

3. Obyśmy to dobrze zrozumieli i obyśmy choć w części tak się modlili jak św. Stanisław. Bo doprawdy jakież nasze modlitwy? Co za martwota! Ruszanie tylko języka. Dziś modlitwa u ludzi to jest jak by chcieli Pana Boga oszukać, uważają ją jakby jakąś ceremonję, jakby podarek Bogu, a nie płynie ona z potrzeby duszy i z chęci oddania chwały Bogu, tylko, ot, ze zwyczaju modlenia się; – ta modlitwa nasza jest bez wiary i ufności z niedowierzaniem Bogu i dlatego nas nie przerabia, nie pomaga nam. Od Boga pomocy żądamy, a my to się nie chcemy modlić, bo i jakżeż wyglądają nasze pacierze, słuchanie Mszy św. w niedzielę: (pod lipami śpi), kamieniami się bawi w sumę przy kościele, rzuca patykami, a choćby nawet w kościele to cóż to za modlitwa, jak bezwstydnie klęknie na jedno kolano, jakby miał strzelać z karabinu i myśli, co on to zrobił – albo ogląda się po całym kościele – śmieje się, wszystko liczy. To tak się św. Stanisław modlił? On się palił w modlitwie, a ty się nudzisz i z nudów ziewasz, albo rozrywki szukasz i śmiejesz się. On w nocy wstawał i modlił się, a ty na modlitwie w dzień śpisz – i dlategóż jest zły, uparty, złodziej, leniuch. I pomyśl: jakże wejdziesz do nieba!?
4. A zatem, chcesz być dobrym i zbawić się to pilnuj modlitwy. Najpierw żebyś zrozumiał konieczność modlitwy, to jest, te słowa Zbawiciela, że „beze mnie nic dobrego uczynić nie możecie”. Potem poznawszy konieczność, żebyś zabrał się do modlitwy, bo modlitwa sama się nie zrobi, ale trzeba się do niej przyłożyć, aby była dobrą, bo marna modlitwa jest tylko oszukiwaniem Boga i siebie i – lepiej wtedy wcale się nie modlić, bo przynajmniej będziesz wiedział, że się nic nie modlisz i na pewno cię djabli wezmą, a gdy się źle modlisz, to ci się zdaje, żeś święty, że Pan Bóg kontent z ciebie, żeś mu łaskę wielką zrobił, że do kościoła przyszedł, a tu nie wiesz, że piekło cię za to czeka. Powiecie: a jakże ja potrafię się dobrze modlić, kiedy mam ciągle roztargnienia? Radbym się modlić dobrze, a ciągle mi w modlitwie przychodzą jakieś myśli. Otóż te roztargnienia jedne są niedobrowolne, a drugie dobrowolne – i tych trzeba koniecznie unikać, bo tamte modlitwy nie psują nam. Gdy się zabierasz do modlitwy pamiętać o tem masz, abyś miał wolę uczczenia przez to Boga, bo na tem polega nabożność w modlitwie; a jeśli ta wola jest, to wszelka oschłość w modlitwie, brak namaszczenia nic nam nie szkodzi, a gdy myśl ucieka od modlitwy na co inne, nawróć ją do modlitwy na nowo, a taka modlitwa u Boga jest złotem i to ona wyjednywa wszelką pomoc i łaski i taka modlitwa połączona z trudnościami przemienia wewnętrznie człowieka, nawet zarody człowieka powoli, nieznacznie przez modlitwę się zmieniają na szlachetne. – I człowiek po jakimś czasie może zauważyć, co się ze mną stało, ja na te same rzeczy dziś inaczej zupełnie patrzę niż dawniej? – To skutek modlitwy – przemienia człowieka duchowo. Widzisz? Czyż będziesz się jeszcze lenił do modlitwy, bał się jej?
Bracie, módl się zawsze i dobrze.
Amen.

