Rodzice ks. Bernardyna Dziedziaka
„Trzeba rodzicom, ojcom i matkom, nieustannie siedzieć na karku i powtarzać im ciągle, że oni mają swoje dzieci religijne wychować […]” Wawrzyniec Dziedziak – ojciec ks. Bernardyna
Z okazji 101 rocznicy święceń kapłańskich ks. Bernardyna Dziedziaka zapraszamy do wysłuchania specjalnego słuchowiska. W tym wyjątkowym nagraniu usłyszymy, jak wielką rolę w życiu ks. Bernardyna odegrali jego rodzice, których modlitwy i wsparcie formowały jego powołanie do kapłaństwa.
Treść słuchowiska
„W hołdzie wdzięczności i miłości moim przezacnym rodzicom”
Tekst pochodzi z książki “Sylwetki Matek Kapłanów” – Pallottinum – Poznań-Warszawa 1981 roku, tekst: „W hołdzie wdzięczności i miłości moim przezacnym rodzicom” ks. Bernardyn Dziedziak.

Ksiądz prałat Bernardyn Dziedziak
Ówcześnie proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła w Ujanowicach.
Rodzice ks. Bernardyna Dziedziaka
Odbiegam nieco od założenia inicjatorów wydawnictwa pt. Sylwetki matek kapłanów i pragnę tu przedstawić sylwetkę moich Rodziców.
Gdy miałem już sześć lub siedem lat, moja Mamusia miała dziwny sen. Śniło się Jej, że stała pod gruszą rosnącą koło naszego domu i spostrzegła, jak z tej gruszy spadła na ziemię monstrancja w futerale i gdy spadła na ziemię, futerał otworzył się i zabłysła złocista monstrancja. Mamusia wtedy we śnie przeraziła się, skąd się tu mogła wziąć taka świętość, a wtedy stojący obok Niej Jej szwagier powiedział: „Wikta, nie bój się, weźże to, bo te ci się przyda dla twojego „Bernaka” (to znaczy mnie, bo tak mnie wołali, skracając moje imię Bernardyn). I wtedy Mamusia obudziła się, i rano opowiadała ten sen mojemu Ojcu. Po tym śnie uchwalili moi Rodzice, że poślą mnie do szkoły w Grybowie. Od tego dnia moja Przezacna Mamusia zaczęła się modlić za mnie, abym mógł zostać kapłanem, i modliła się nieustannie, codziennie – jak mi to wyznała po moich święceniach kapłańskich. Ucałowałem wtedy spracowane ręce mojej Mamusi i bardzo Ją prosiłem, aby nie ustała i obecnie modlić się za mnie, bo kapłanowi tej modlitwy rodziców bardzo potrzeba. Gdy skończyłem szkołę ludową w Grybowie (cztery klasy), Ojciec wahał się, czy może mnie posłać do gimnazjum, mówił, że go nie stać na takie koszty. Wtedy moi starsi bracia zaczęli Ojca prosić, żeby posłał mnie do gimnazjum, i obiecali, że podejmą się różnych prac, aby zarobić pieniądze na moje dalsze nauki, i robili tak, i zawsze były jakieś pieniądze.
Niezapomnianą chwilę przeżywaliśmy wszyscy w rodzinie naszej, gdy miałem odchodzić z domu do gimnazjum w Gorlicach. Gdy już wszystko było do drogi gotowe i miałem ojcowski dom opuścić, wtedy Ojciec zgromadził nas wszystkich i wszyscy upadliśmy na kolana przed obrazem Matki Bożej, a mój zacny Ojciec modlił się sam na głos, improwizując wprost ze serca modlitwę skierowaną do Matki Najświętszej w tych mniej więcej słowach, bo one mi utkwiły głęboko w pamięci: „O Matko Boska, dotąd trzymałem wszystkie moje dzieci pod moją ojcowską opieką, jak mogłem, tak je uczyłem, żeby były dobre. Teraz pierwsze moje dziecko uchodzi z mojej ręki poza dom rodzinny. W Twoje teraz ręce to dziecko oddaję, weźmij je w swoją opiekę i zachowaj, żeby go świat nie zepsuł”.
Wszyscyśmy się rzetelnie rozpłakali na głos z powodu tej ojcowskiej pokornej modlitwy. Z płaczem ucałowałem wtedy ręce Tatusia i Mamusi i pochwaliwszy przy odejściu Pana Boga: „Zostańcie z Panem Bogiem, niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, przekroczyłem próg rodzinnego domu i w towarzystwie Ojca i starszego brata, z tobołkami, poszedłem piechotą (piętnaście kilometrów) do Gorlic na zamówioną przed tym stancję, aby pobierać naukę w gimnazjum. Ta chwila nigdy nie zatarła się w mojej pamięci, a Matka Najświętsza, której mnie oddał mój Ojciec na własność, raczyła wziąć mnie w opiekę, broniła mnie, wspierała swoją łaską i doprowadziła do kapłaństwa, o którym od dzieciństwa mego marzyłem i w którym już pięćdziesiąt sześć lat z łaski Bożej szczęśliwie przeżyłem. Oby mnie na końcu mego ziemskiego życia raczyła oddać w Ręce Swojego Syna, Arcykapłana Jezusa Chrystusa!
Mając wzór tak dobrych Rodziców, każde z nas, ich dzieci, starało się iść przez życie tą samą Bożą drogą. Ojciec mój kilkakrotnie, jako już kapłanowi, kładł mi na serce, żebym w duszpasterskiej pracy główny nacisk położył na rodziców, na wychowanie rodzinne, żeby w naszych rodzinach liczono się z przykazaniami Bożymi; powtarzam jego słowa do mnie skierowane: „Trzeba rodzicom, ojcom i matkom, nieustannie siedzieć na karku i powtarzać im ciągle, że oni mają swoje dzieci religijnie wychować, nauczyć je modlić się i razem z nimi się modlić i czynić wszystko tak, jak Pan Bóg przykazał w dziesięciu przykazaniach Bożych i w przykazaniach kościelnych”.
