arrow_back Archiwum / Dokument archiwalny

Oszczerstwa na Ks. B. Dziedziaka i Siostry Zakonne

person ks. kan. Józef Trela calendar_month 2006 inventory_2 APU/7ZD/6WH/2006/42

Oszczerstwa na Ks. B. Dziedziaka i Siostry Zakonne.
Anonimowy artykuł umieszczony w gazecie „Dziennik Ludowy” w r. 1948 pod tytułami: „Któżby śmiał przeciwstawić się siostrom i księdzu dziekanowi” i „Niewesoły obraz życia w Ujanowicach”. W każdym zdaniu tego artykułu zawarte jest albo całkowite kłamstwo, albo częściowe kłamstwo.

W powiecie limanowskim (woj. krakowskie), tuż przy granicy powiatu nowosądeckiego, leży gmina Ujanowice, w skład której wchodzi kilkanaście wsi podhalańskich. Chcąc dostać się do Ujanowic, trzeba odbyć podróż dość uciążliwą z Limanowej lub Łososiny Wielkiej szosą wzdłuż rzeki Łososiny. Poniesione trudy wynagradza piękna okolica, szczególnie koło Laskowej i Kamionki, która do złudzenia przypominałaby nam drogę wzdłuż Dunajca w Pieninach, gdyby nie osiedla gospodarskie sąsiednich wsi. Sądząc po nich, a szczególnie po licznych drzewach owocowych rosnących po polach, kwitnie tu wysoka kultura rolna, a z nią zrozumienie i oświata. Po głębszym jednak wniknięciu w życie miejscowej ludności i stosunki panujące tam, następuje gorzkie rozczarowanie. I stąd warto zainteresować się gminą Ujanowice głębiej i poważniej. Istniały tu dobra klasztorne ze Starego Sącza, które za czasów austriackich zostały rozparcelowane i oddane w ręce osadników niemieckich. Ci z kolei swoje działki sprzedali  w ręce zawsze łaknących ziemi chłopów, a reszta została wysiedlona w czasie okupacji na żyźniejsze tereny, skąd jako „volksdeutsche” uciekli później do Niemiec.
Jak wygląda „nauka”?
W czasie wykupu ziemi z rąk niemieckich wykupiono też i budynki szkolne, które zostały oddane znów klasztorowi Sióstr Niepokalanek ze Starej Wsi. Owe siostry od trzydziestu lat prowadzą do dziś szkoły powszechne w Krosnej, Strzeszycach, Żbikowicach i przedszkole  w Ujanowicach. Ponieważ budynki te są własnością klasztoru i one w nich zamieszkują, toteż i głos decydujący w sprawach oświaty i wychowania mają tylko siostry Niepokalanki. Tkwią one jeszcze w okresie średniowiecza, i - co dziwniejsze - że do dnia dzisiejszego nie chcą z tego okresu wyjść. Nauka w szkołach wygląda dosłownie tak: początek niby o godz. 8-mej, lecz nigdy w tym czasie, lecz nigdy w tym czasie nie rozpoczyna się, następnie modlitwa, trwająca co najmniej 30 minut ze śpiewami godzinek i odmawianiem całego katechizmu, potem lekcja o nieokreślonym czasie i gdzieś około godz. 12-tej (po jednej lekcji) przerwa. Dzieci idą do domu na obiad - stąd przerwa 

trwa też czas dłuższy. Po południu znów jedna lekcja o nieokreślonym czasie i na tym koniec.

Poza tą pracą w szkole, siostry zajmują się jeszcze „leczeniem” miejscowej ludności, nabożeństwami, ogródkami kwiatowymi na upiększenie ołtarzy i zbieraniem darów (datków w naturze) od chłopów; jasne, że uczyć ani wychowywać czasu nie mają i zresztą nie mają ku temu żadnych kwalifikacji. Za te wszystkie „dobrodziejstwa” są mile widziane na wsi, na parafii w Ujanowicach, skąd ksiądz dziekan kieruje całym życiem parafian, stanowiących blisko ¾ gminy Ujanowice.
Piękna plebania i rudery szkolne.

- Strona 1 -

Poza szkołami powszechnymi na terenie gminy istnieje Szkoła Rolnicza w Laskowej, ale bez uczniów, oraz Gimnazjum i Liceum w Ujanowicach i szkoła zawodowa tamże. Żadnej organizacji ani młodzieżowej, ani politycznej na terenie gminy, ani szkół, nie ma. Dlaczego? Bardzo prosta sprawa. Któżby śmiał narazić się siostrom zakonnym i księdzu dziekanowi? Takiego śmiałka jeszcze nie było, a gdyby znalazł się, to na pewno zostałby zmiażdżony i starty na proch. W tej okolicy nie miałby co robić, a raczej nie miałby z czego żyć.

Naturalnie nie ma też żadnych bibliotek, czasopism, świetlic, radia itp., ale za to istnieje dom parafialny z piękną, nowocześnie zbudowaną plebanią. Szkoły gnieżdżą się dosłownie w starych ruderach.
Pańszczyzna XX wieku.
Że ta „kultura i oświata” pod kierownictwem sióstr i księdza dziekana zapuściła głęboko korzenie w lud, potwierdzają takie fakty: Na terenie gminy jest moc małorolnych i bezrolnych tak zwanych wyrobników, którzy mają swój własny domek i ewentualnie krowinę. Domek taki stoi na obcym gruncie, właścicielowi którego trzeba za to cały rok służyć (odrabiać) za udzielenie paru metrów kwadratowych pod chałupę i za parę grządek wydzierżawionych pod ziemniaki. Codziennie i na każde zawołanie muszą iść do swojego potentata wszyscy zdolni w danej chwili do pracy i każdy ochłap rzucony łaskawie w ich stronę muszą gorliwie odrabiać. Czyż nie jest to typowa pańszczyzna przeniesiona z wieku XVII i przeszczepiona na grunt wsi w wieku XX?

- Strona 2 -
1 / 2

Metryka dokumentu

Źródło / WydawnictwoDwustronicowa wkładka historyczna do tygodnika „Gość Niedzielny”
Język dokumentupolski
Liczba fizycznych kart2