arrow_back Archiwum / Dokument archiwalny

Upomnienie braterskie

person ks. kan. Józef Trela calendar_month 2006 inventory_2 APU/7ZD/6WH/2006/18

Upomnienie braterskie.
List Zofii Oleksy napisany w r. 1946 do pewnego dziennikarza (bliskiego znajomego Zofii Oleksy) pochodzącego z parafii Ujanowice. Dziennikarz ten napisał w r. 1946 w jednej z gazet artykuł, w którym wychwalał Zofię Oleksy za kierowanie gimnazjum ujanowickim, ale też bezpodstawnie oskarżał Kościół, a zwłaszcza Księdza Dziekana Bernardyna Dziedziaka, o hamowanie tak zwanego postępu, kultury i oświaty. List Zofii Oleksy jest odpowiedzią na ten artykuł.

Cóżeś Ty porobił, że aż ja muszę pierwsza do Ciebie list pisać i do tego z łajaniem. Występuję z pretensjami czy z wadźbą, nie wiem jak to nazwać, w każdym razie mam do Ciebie żal. Może się zdziwisz, że zamiast podziękowania i wdzięczności za reklamę Ujanowickiego gimnazjum, to mam jeszcze coś do gadania. Otóż oczywiście ogromnie dziękuję od siebie i imieniem Grona, młodzieży i całej okolicy za rozsławienie Ujanowic i popieranie naszego gimnazjum. Reklama zrobiła swoje, artykuł był rozchwytywany nawet w kuratorium, zainteresowała się nim demokracja i reakcja. Ale prawdę powiedziawszy, jest mi nieprzyjemnie, że wychwalasz mnie i niesłusznie, bo nic wielkiego nie zrobiłam. Ileż się napracował Staszek Matras i cóż ma od ludzi poza rodziną, czy choć ktoś pacierz zmówi. A ileż ludzi siedziało we więzieniu i nic nie mają liczone jak Ludwik Zelek, Ludwik Kowalczyk. Jakże mizernie ja wyglądam wobec tamtych, a jak niewspółmiernie nagrodzono mię rozsławienie przez Ciebie. Po wtóre więcej pracował Kołodziej a ważniejszy był Witek, bo był jedynym matematykiem. 
A jeżeli chodzi o gimnazjum w Ujanowicach to trzyma się ono dzięki ks. Dziekanowi, który drugi rok daje budynek za darmo, podwórze całe, dużą drewutnię na drzewo i rowery, stajnię na konie i wóz dla dojeżdżających, salę w domu parafialnym na gimnastykę, pokój służbowy z utrzymaniem i obsługą dla władz i stołówkę dla Grona "za symboliczną złotówkę" - a wiesz jaki jest ogół mężczyzn, że do serca i do rozumu trafia się przez żołądek, więc nie wiem jakby wyglądały te sentymenty do tutejszej okolicy, gdyby nie plebańskie obiady. A ta nasza niby zasługa, żeśmy zrezygnowali z wygód wielkomiejskich dla Ujanowic, czy nie jest po części przypadkiem, po części strachem przed biedą miast, czy wreszcie odwyknięciem od miasta a stawianiem wyżej wygód życia wiejskiego zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Jakże niewspółmiernie wygląda to nasze kilkuletnie niby poświęcenie się wobec zagrzebania się na całe życie na wsi tych mas nauczycielstwa i księży. I znowu weźmyż za przykład naszego ks. Dziekana, który nie jest przeciętnym księdzem, miał dużo możliwości i pokus na różne złote Góry a jednak pozostał w Ujanowicach i choć nietutejszy 23 rok haruje we wszystkich dziedzinach życia, będąc głównym inicjatorem i motorem wszystkiego co mądre i dobre a walcząc z gnuśnością, ospałością, egoizmem i brakiem uspołecznienia. Czemużeś nie wspomniał o zasługach ks. Dziekana, czyżby dlatego, że dzisiaj niemodnie podnosić księży? Mało żeś zamilczał, nie powiedział całej prawdy, toś jeszcze zrobił niesłuszną aluzję do ks. Dziekana o zwalczanie czytelnic¬twa, a przecież pamiętasz, że ks. Dziekan założył pierwszy u nas czytelnię i bibliotekę i najwięcej ze wszystkich przed wojną, w czasie wojny i teraz dba o szkolnictwo. 

Ks. Dziekan muzyki jako takiej nie zwalcza, ale zwalcza to, co się łączy z muzyką - pijaństwo, bitki;  i uznawał za wielki grzech narodowy pójście na muzykę w czasach, kiedy tylu Polaków ginęło po więzieniach, obozach, lasach, i w walkach. Dlaczegoż na jednym poziomie stawiasz ta¬kie rozrywki jak czytelnictwo i muzyka. Przypomnijże sobie czy dancing, czy wesele na wsi, z których się wynosi: niesmak, znużenie, niewyspanie, zniszczone buty, porznięte zabrudzone ubranie i spocone, pusta kieszeń, przepicie, wstyd, pogarda sobą i ludźmi, błazeństwo godne dzikusów, by w tumanach kurzu skakać jak dzieci. Na weselu tuż koło szkoły w Sechnej, była taka bitka, że nauczyciel ewakuowany ze Wschodu oświadczył, że czegoś podobnego w życiu nie widział. Czyż słusz¬nie nazywasz mumią tego, kto tych uciech nie skosztuje? 
Piszesz: "Młodzież musi się w czymś wyżyć, bo nie dano jej w czymś innym wyładować swych podniet." Ja kto nie dano? Przed wojną na długie lata u nas Stowarzyszenie Młodzieży (gdzieindziej Koło Ludowe, czy TSL) obejmowało wszelkie zainteresowania młodzieży: religijne, patriotyczne, naukowe, chóry, teatr, rolnicze kursy i sportowe zawody. Przez wojnę młodzież puszczona samopas wybrała kradzież zboża w domu, karciarstwo, tańce, robienie bimbru, rozpustę, bandytyzm. Po wojnie jedni pojechali na zachód drudzy do nauki czy to do szkół średnich, czy na kursy wieczorowe dla dorosłych, gdzie mają naukę i rozrywki a w gospodarce nawał roboty przy braku robotników. 
Postęp to nie tylko rozrywka (nieraz grzeszna - bitki, wódka, rozpusta), nie tylko nauka i elektryczność (szklane domy Żeromskiego). Posęp to przede wszystkim odrodzenie moralne, umysłowe i gospodarcze. Bez odrodzenia moralnego po powojennym zdziczeniu ani rusz nie wprowa¬dzimy cudownej zmiany. Dobrze wiesz, jaką rolę ma Kościół w wychowaniu, a tymczasem śmiejesz się z gazet, które trafiają przez zakrystię, a wiesz chyba, że są na odpowiednim poziomie. Czemuż w dzisiejszych czasach nagonki na Kościół powiadasz, że "przyczyną wszyst¬kiego złego stał się święty obrazek", który odrywa od rzeczywistości i tumani. Czemuż właśnie dzisiaj i to w takim czasopiśmie pokpiwasz z cudowności Obrazu Jasnogór¬skiego i ewentualnej koronacji Jego? Czemu oburza Cię przeklinanie dzie-ciobójstwa? Jawne potępienie dziecio¬bójstwa na odpuście na Jaworznej - to temat nie do gazet. 
Wsie nie przyjmujące tak zwanego postępu, ale żyjące po Bożemu nazywasz "zalętki" w ujemnym znaczeniu. Słowo zalętek miało zawsze dodatnie znaczenie - coś zacisznego, domowego, swojskiego. W czasie ostatniej wojny znaczenie tego wyrazu zmieniło się in plus z powodu: 1/ bezpieczeństwa mienia i ludzi, oddalenia od strachów, przemarszów wojsk 2/ Zalętki dyszały polskością, nie docierała namacalnie ręka Niemca, nie widywało się aut niemieckich ni Niemców. Można było śpiewać, mówić, co kto chciał, uczyć się tajnie 3/ Zalętki ocaliły ściganych ludzi z miasta 4/ Zalętki były gniazdami wojska polskiego 5/ Zalętki mają dzi¬siaj najzdrowszą młodzież moralnie 6/ A ileż wartościowych ludzi wydały takie zalętki. A  Tyś skąd wyszedł i gdzieś się przechował przez całą wojnę. Jakie to szczęście, że w nasz Zalętek od tylu lat wnika sercem, rozumem i wolą nasz ks. Dziekan, którego daleko i szeroko zazdroszczą nam nie tylko "bogobojne dewotki i tercjarki" ale mężczyźni młodzi i postępowi pracujący dla wsi. 
Najwięcej chodziło mi o kpiny z Pana Jezusa Jaworzańskiego tak miłego, kościółka w Jaworznej tak uroczego. To najwięcej smutne, bo taki mały ten odpust jaworzański w tym biednym kościółku w śród zieleni, lasów i gór. Oby Cię Pan Jezus Jaworzański nie ukarał ale odmienił i uczynił dobrym bojo¬wnikiem o przyszłość wsi. 
Masz dwie drogi do wyboru: albo napiszesz inny felieton, albo ja napiszę, wo¬lałabym, żebyś Ty napisał. Napisz raz jak ma być, bo jak jest, wszyscy wiemy. Wolałabym, żebyś się nie pogniewał za ten list, ale jeżeli stanie się inaczej, no to trudno. 

Metryka dokumentu

Źródło / WydawnictwoDwustronicowa wkładka historyczna do tygodnika „Gość Niedzielny”
Język dokumentupolski
Liczba fizycznych kart2