arrow_back Archiwum / Dokument archiwalny

Praktyki religijne w domach żmiąckich dawniej (przed 1918 r.) i dziś ( do r. ok. 1960)

person ks. kan. Józef Trela calendar_month 2006 inventory_2 APU/7ZD/6WH/2006/29

Praktyki religijne w domach żmiąckich
dawniej (przed 1918 r.) i dziś ( do r. ok. 1960)
Napisała Zofia Oleksy

Dawniej ludzie byli więcej pobożni. Jakoś większa była cześć dla Boga i wszystkich dzieł Jego i większa miłość na świecie. Godzinki śpiewali w każdej chałpie, dzisiaj śpiewają tylko starzy a jak ci wymrą, to chyba zaniknie ten zwyczaj. Dawniej w każdej chałpie była kropielniczka i żegnano się święconą wodą na drogę. Dawniej przy spotkaniu chwaliło się Boga, a także wróciwszy z kościoła, ze szkoły. Potem to całkiem upadło, jakoś wstyd było to robić. Strasznie dużo kosztowało iść na spowiedź, bo trzeba było pocałować w rękę rodziców i pochwalić Boga, tak samo w szkole. Już koniecznie wypadało pochwalić Boga wróciwszy  z kościoła w Boże Narodzenie i w Wielkanoc, a to było bardzo ciężko, bo jak to chwalić Boga w  swojej chałpie. Potem obecny ks. proboszcz (ks. Bernardyn Dziedziak) bardzo upominał o to chwalenie Boga, więc się poprawiło. Pamiętam gdy Tato mój przyjechał do mnie do Krakowa, to bardzo się zawstydził za mnie, że przy odwiedzaniu znajo¬mych nie chwaliłam Boga a sam uroczyście chwalił Boga (nie mógł zrozumieć, że w mieście nie ma takiego zwyczaju). 
Dawniej rodzice pytali dzieci, jaka była Ewangelia, o czym kazanie. Dawniej ludzie zaszedłszy do kościoła całowali podłogę, klęczeli całą Mszę św., wędrowali piechotą do Częstochowy, Kalwarii a nawet do Rzymu. W poście pościli twardo nawet od mleka, a cóż dopiero mówić o kartach, kurzeniu. Dzisiaj coraz mniej ludzi pości od palenia a także zaczynają grać w karty. Dawniej najętszy chłodak nie zaśpiewał w post. Dzisiaj na to nie zważają. 
Pamiętam, jak u nas dawniej Mama nie pozwolili za głośno się śmiać ani nucić a w Wielki Piątek to już bron Boże uśmiechnąć się, ani głośno mówić, cisza, i upominali, żeby w drodze do kościoła cicho się zachowywać. Również uroczysty nastrój musiał panować w chałpie w Boże Narodzenie i w Wielkanoc tylko na wesoło ale nie za wesoło. Nie wypadało spać, bawić się, iść w odwiedziny, śpiewać coś świeckiego, tylko nieszpory cała chałpa odśpiewywała i kolędy. Nie wolno było z uszanowania święta chałpy zamieść, kur wołać, wszystko zaś do jedzenia poprzedniego dnia przygotować. W Wielki Piątek zaś nie gotowano ale pieczono ziemniaki, prasować już nie wolno, ci co do kościoła nie poszli, śpiewać w chałpie Gorzkie Żale. Z Wielkiego Czwartku na Piątek lecieli d o potoka myć się i przynieść wody.    
Dzisiaj wszystko się zmieniło. W kilku chałpach pod wpływem kazań mówią wspólne pacierze rano, wieczór. W kilku chałpach, słyszałam, że dzieci wracając z kościoła i szkoły chwalą Boga. Są jeszcze wspólne majówki i różańce w październiku, też może pod wpływem kazań. Obecnie zaś i to dopiero za tego księdza (księdza Bernardyna Dziedziaka) jest częste chodzenie do spowiedzi pod wpływem jego nawoływania, chodzenie w I piątki. 
Dawniej za przywiezienie księdza do chorego nikt by nie śmiał brać pieniędzy. Wzruszającym dawniej była cześć nawet dla stołu, jeśli kilka razy w jakimś domu był ksiądz u chorego. Był taki stary stół w Żmiącej u Krzemka, to gdy już spróchniał, to cała wieś podzieliła się kawałkami i okadzano nim na różne choroby zwłaszcza różę. Pamiętam jak Mama u nas nie dali byle co położyć na stole. Nawet skorupek z jajek święconych nie wolno byle gdzie rzucać było. Dawniej przed każdą robotą żegnano się a zwłaszcza przed sianiem zboża. Do zboża do¬dawano święcone ziarnka i kropiono święconą wodą, a także kropiono bydło, gdy pierwszy raz wyganiano. Święcone ziele gotują krowie po ocieleniu. Bydło okadzano w I piątki, we wigilię św. Wojciecha. Dzisiaj wszystko to ginie. Dawniej przed jedzeniem i po jedzeniu zawsze się żegnano. Po obiedzie Anioł Pański mówiono. Łopatę od chleba wynoszą, gdy grad, lub gromnicę. Śpiewano „Kto się w opiekę”. Dzisiaj wszystko to zanika. 
Dawniej okruszyny chleba nie wolno było zmieść na ziemię, bo to dary Boże, a kto je będzie szanował, temu chleba nigdy nie braknie. Tato ze smutkiem opowiadał, że w Ameryce chleb, bułki przedwczorajsze wyrzucano na śmietnisko. Dawniej kościół więcej szanowano, nie klękano na jedno kolano, nie rozmawiali chłopcy na chórze.  Dzisiaj chłopcy rozmawiają na chórze, grywają nawet w karty - ten ksiądz (ks. Bernardyn Dziedziak) dopiero zaglądał na chór, upominał. Dzisiaj klękają na jedno kolano, spóźniają się do kościoła, nie zależy im na kazaniu.
Dawniej po domach odprawiano „Mszane godziny”. Samo słowo "Mszane godziny" wywołuje już uroczysty nastrój. Ci, którzy nie mogli być w kościele lub byli na rannem w „mszane godziny” modlili się w domu. W porze zimna w chałpie mówiło się zawsze pacierze. Po generalnym umyciu dzieci klękały i mówiły dobre pół godziny pacierze w tym samym czasie, kiedy w kościele stała suma. Mama gotując obiad z różańcem na szyi szeptała pacierze i kierowała, co jeszcze należy zmówić. „Mszane godziny” - to coś bardzo ważnego: trzeba się zacho¬wywać cicho, poważnie, nie wolno broić, bawić się, krzyczeć, bo mogłoby nawet postraszyć. 
 W okresie ciepła mówiło się na polu różaniec przed chałpą. Wysyłali mię często, by wyźreć za dzioł i tam pacierze zmówić. Przyszedłszy z rannego często spędzałam „Mszane godziny” za Dziołem w polu. „Mszane godziny” w polach z południową ciszą niedzielną robią ogromne wrażenie, zdaje się, że cała przyroda odprawia jakieś tajemnicze nabożeństwo, aż strach bierze: uroczysta cisza i żywego ducha, tylko pieśń przyrody i pieśń dzwonów z Ujanowic a nad człekiem błękit nieba - jakby ciągłe Podniesienie.
Dzisiaj nie modlą się w „Mszane godziny”, nie wiedzą co to jest, wrzawa we wsi, bawią się, gry sportowe, pasą, grają w karty, piją w sklepie, tańce.

(List Zofii Oleksy do Zofii Schmidt napisany w Odpust Ujanowicki 29 września 1965 r.) 
Kochana Zosiu. Piszę celowo w dniu 29 września. Odpust przeżywałam, zanim odeszłam do miasta, następnie za czasów akademickich było to ostatnie spotkanie pożegnalne ze znajomymi rówieśnikami, wreszcie w latach okupacji i gimnazjum w Ujanowicach, ale jakoś nie pamiętam, czy uczyliśmy obok odpustu na starej plebanii. Lubiłam raczej iść na ranne nabożeństwo a potem pilnować domu, paść bydło, gdy we wsi panowała uroczysta cisza, a raczej na polach i zaduma jesienna nad przemijaniem. Dawniej szanowało się "godziny mszane" - godziny, w czasie których trwało nabożeństwo, mówiło się "teraz mówcie pacierze, bo stoi suma". Nie wolno było krzyczeć, gonić, bawić się, godzinę klęcząc modliliśmy się, a Mama gotowała obiad i po cichu mówiła różaniec, który miała na szyi. Mogło nawet postraszyć, jeśli ktoś nieodpowiednio zachowywał się. 
Ze zdziwieniem, ucząc w Ujanowicach, widziałam, jak w czasie sumy grano w karty, czy popijano. Nie potrafiłam nic robić i szłam drugi raz do kościoła na sumę, bo jakże tu o czym innym myśleć, jak o parę kroków stoi suma, dzwony dają znać, że jest Podniesienie. Gdy w Żmiącej były tylko ranne nabożeństwa, to potem młodzież w "mszane godziny" grała na boisku szkolnym, a starsi popijali w Spółdzielni przy gościńcu. Zmieniły się czasy! ! !

Metryka dokumentu

Źródło / WydawnictwoDwustronicowa wkładka historyczna do tygodnika „Gość Niedzielny”
Język dokumentupolski
Liczba fizycznych kart2