Tajne nauczanie w parafii Ujanowice cz. 8
Tajne nauczanie w parafii Ujanowice(8)
Napisała Zofia Oleksy – tekst zaczerpnięty z czasopisma „Rocznik Komisji Nauk Pedagogicznych„ tom XVII (1974) – część I.
1 września 1939 r. całe grono nauczycielskie, którego byłam członkiem, zebrało się w budynkach szkolnych w Nowym Sączu, otrzymało pensję i pożegnało się z trwogą, nie wiadomo na jak długo. Z Nowego Sącza już w popłochu, pod bombami, uciekłam do rodzinnej Żmiącej. Po kampanii wrześniowej, w dniu 28 września 1939 r. , tj. w dniu ogłoszenia kapitulacji Warszawy, poszłam pieszo do Nowego Sącza (26 km), by zobaczyć się ze znajomymi i zasięgnąć informacji, co będzie dalej z nauką. Część nauczycieli wróciła już z uciekinierki i dyrektor Piotr Zieliński planował rozpoczęcie nauki z początkiem października 1939 r. Mimo ogłoszenia tego w całej gminie nikt z młodzieży nie zgłosił się, gdyż wszyscy byli przerażeni wojną i rodzice bali się wysłać dzieci z domu. Do tego komunikacja z Sączem została przerwana, gdyż most na Dunajcu w Kurowie wysadzono.
Na polecenie dyrektora Zielińskiego stawiłam się do pracy w Nowym Sączu, gdzie dostałam 8 godzin lekcji i dokąd miałam dochodzić ze Żmiącej. Równocześnie rozpoczęłam starania o zezwolenie na otwarcie filii szkoły w Ujanowicach. Zorganizowałam delegację w składzie trzech gospodarzy (S. Zelek, Andrzej Augustyn i Józef Krzyżak) i proboszcz z Ujanowic, który ofiarował lokal na szkołę i mieszkanie z utrzymaniem dla dwóch nauczycieli z Nowego Sącza. Dyrektor Zieliński zgodził się, ale ostateczną decyzję uzależnił od porozumienia się z dyrektorami innych szkół. Niestety dyrektor Gottman sprzeciwił się memu projektowi, a nawet ostro zaatakował mnie słownie na ulicy: „Co ta smarkula ma do rządzenia! Ja jej pokażę!” Świadkowie tej sceny (mgr Franciszek Smoluchowski, mgr Irena Molewicz, mgr Zygmunt Kuchen) radzili nie oddawać sprawy do Sądu koleżeńskiego, gdyż profesor Gottman był urzędnikiem aprowizacji dla nauczycielstwa i lepiej było mu się nie narażać.
Niestety nauka w Sączu trwała tylko przez miesiąc październik. Do zamknięcia szkół przyczyniło się wydarzenie w II Liceum imienia Marii Konopnickiej. Na przerwie przed lekcją języka niemieckiego z profesorem Weinerem uczennice śpiewały „Rotę”. Nauczyciel wchodząc do klasy usłyszał słowa: „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił…” Wycofał się więc z klasy, doniósł władzom i… skończyło się jawne nauczanie.
Wróciłam do Żmiacej i postanowiłam zorganizować nauczanie młodzieży, która przed wojną rozpoczęła naukę. Właśnie w ostatnich dniach października powrócił z uciekinierki Wincenty Zelek, Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, matematyk a w pierwszych dniach listopada wrócił również z Gniezna profesor Tomasz Kołodziej. Obaj wymizerowani, zmęczeni, a nawet chorzy, rozpoczęli jednak nauczanie 8 listopada 1939 r.
Nauka odbywała się w Żmiącej: w moim domu przed południem uczyła się klasa I licealna a po południu II gimnazjalna, w domu Wąsów uczyła się klasa I gimnazjalna, natomiast klasę III z grupą strzeszycką przerabiał w swoim mieszkaniu w Strzeszycach Wincenty Uryga, absolwent Akademii Górniczo Hutniczej. W pierwszym roku uczono systematycznie, z podziałem godzin, z podręcznikami, tablicą, mapami i innymi pomocami naukowymi. Zachowywano pewną ostrożność, ale nie zdawano sobie w pełni sprawy z niebezpieczeństwa. Młodzież klasy I gimnazjum dochodziła do Żmiącej ze Strzeszyc, Krosnej i Kobyłczyny, nosiła teczki pełne książek, co było zakazane, a rojne i gwarne przerwy międzysekcyjne były również czymś niebezpiecznym. Wzmożono ostrożność, gdy po wsi zaczęły się kręcić różne podejrzane typy, niby to handlarze, niby żebracy.
Oficjalne i główne oparcie materialne mieli nauczyciele w swoich domach rodzinnych, ale za to ciążył na nich moralny obowiązek pracy w gospodarstwie i na roli.
W drugim i trzecim roku tajnego nauczania, tj. 1940/41 i 1941/42 nie można było prowadzić nauki systematycznej, a młodzież nie mogła tak masowo dochodzić z książkami. Obrano nieco inną metodę: stworzono kilka punktów. Ja uczyłam nadal w Żmiącej, w Krosnej uczył Tomasz Kołodziej mieszkając u Bukowców albo u Żołny, a na przedmioty matematyczne dochodził wszędzie Wincenty Zelek, przerabiając materiał danej klasy. W Strzeszycach wszystkich przedmiotów uczył Wincenty Uryga. Czwartym punktem nauczania była Pisarzowa, Dom Antoniego Górszczyka, kierownika miejscowej szkoły powszechnej, dokąd przychodziłam uczyć przedmiotów humanistycznych na zmianę z Wincentym Zelkiem, który uczył matematyki i fizyki.
